Przyzwyczaiłem swoich czytelników do dość kontrowersyjnych tematów, które poruszam na swoim blogu, i ten temat również taki będzie dla niektórych odwiedzających. Po ostatnich kilku wpisach w prywatnych wiadomościach zarzucono mi seksizm, szowinizm i inne niestworzone rzeczy, a przecież to blog dedykowany samorozwojowi męskiej duszy 😉

Ten temat porusza dość ważną kwestię, jedną z trzech fundamentalnych dla trwania oraz zaistnienia dobrych relacji w związku pomimo tego, iż na chwilę obecną jestem „na nie” wobec instytucji małżeństwa, a sam pochodzę z miasta o największej liczbie rozwodów, więc jak widzicie moi kochani nic nie trwa wiecznie…

Nic nie trwa wiecznie…

Jest to chyba pierwsza i bodaj najważniejsza sentencja jaką poznałem na swojej nowej ścieżce życiowej po zażyciu Red Pilla (o filozofii TRP wspomnę w następnym wpisie). Jak widać po artykule rozwody są współczesną plagą naszej cywilizacji, ale na to ma wpływ kilka czynników, typu zarastanie oczu mężczyzny waginą swojej kobiety, haj hormonalny u obu płci, bądź niedochowanie wierności, rozrzutność finansowa itp. Na tych dwóch ostatnich czynnikach chciałbym się skupić.

Rozwodzić się teraz jest łatwo, nie ma presji religijnej moralności, presji społecznej typu „co ludzie powiedzą”, ale też ludzie wychodzili z założenia, że kiedyś się naprawiało nie tylko rzeczy, ale też relacje, a ludzie mieli jakby więcej szacunku i życzliwości do siebie. Niestety kolejna fala obłudnego feminizmu stara się niszczyć moralność, a manipulacje inżynierii społecznej również przybierają na sile poprzez wmawianie nam, że związki rówieśnicze są w porządku, gdzie takimi nie są. W latach dwudziestych i wcześniejszych mężczyzna zanim się ożenił miał ponad 30 lat, a w tym czasie zdobył jakiś majątek, wykształcenie, pozycję społeczną, zwiedził kawałek świata i dopiero wtedy miał zasoby, którymi mógł obdarzyć swoją przyszłą partnerkę, a obecny 20-latek, co swojej rówieśnicy może zapewnić?

Wracając do meritum dzisiejszego wywodu, czyli jak obronić się przed niewierną żoną, czy rozrzutnym mężem. Istnieje kilka sprawdzonych metod, które trzeba od samego początku związku wymagać od siebie nawzajem, nie tylko od żony, ale też od męża.

  • INTERCYZA – od początku liceum, czy nawet wcześniej uważałem umowę przedmałżeńską za rzecz absolutnie konieczną i świętą. W obecnej chwili, gdy któraś ze stron prowadzi działalność gospodarczą niepodpisanie intercyzy jest samobójem, bo wtedy drugi małżonek odpowiada całym swym majątkiem, za powstałe wtedy długi i zobowiązania, przez co w najgorszym scenariuszu może dojść do utraty miejsca zamieszkania. Sam osobiście zbankrutowałem w lutym 2016 roku, i przeraża mnie myśl, gdybym wtedy miał własne mieszkanie, byłbym mężem i ojcem, a to wszystko poszło by pod młotek…
    O wadach i zaletach intercyzy zostały napisane dwa artykuły, jeden przez moją księgową Biuro Rachunkowe Edyta Kwaśny i jeden przeze mnie dla mojego portalu Śląski Dziennik  Niejednokrotnie będę wspominał w radach dla młodych mężczyzn, by zawsze ale to absolutnie zawsze wymagali od swoich przyszłych żon intercyzy. Działa to na zasadzie shit-testów z ich strony, jest to idealne sito, czy partnerce zależy na Tobie, czy Twoich zasobach 😉
  • Nieruchomości nabyte przed ślubem są Twoją własnością, natomiast jeśli odziedziczysz firmę, to niestety liczy się to jako dochód wspólny, przez co intercyza jak wyżej jest wymagana.
  • Nie polecam skrytek bankowych w Twoim rodzinnym mieście, gdyż od słowa do słowa pracownik banku może się „wychlapać” innej osobie, czy drugiemu małżonkowi.
  • Konta bankowe za granicą też nie są zbyt polecane, druga strona może jednym pismem zablokować dostęp, a gotówka leżąca na koncie jest zjadana przez inflację.
  • Jeżeli czeka Cię darowizna, to prosisz darującego, by wyraźnie zaznaczyła, że całość idzie na majątek osobisty. Tylko darujący musi być „uparty”.
  • Nigdy nie zgadzaj się na wspólne konto bankowe, zawsze mają być osobne. Przez co druga strona nie będzie miała możliwości wydrenowania zawartości do cna np. na hazard.
  • O posiadaniu gotówki w różnych walutach nie trzeba wspominać.
  • Zawsze masz możliwość dołączenia do członków związku działkowców, nie stajesz się właścicielem działki, tylko udziałowcem, ale o tym nie wspominasz drugiej stronie.
  • REDUNDANCJA – to podstawa! Jako, że interesuję się tematyką survivalu i preperingu, to uważam, że należy mieć rozlokowane oszczędności i zasoby w różnych środkach typu jak wspomniana wielość walut fiatów, część środków łatwiej zachomikować w postaci złotych monet, sztabek lokacyjnych (kupujemy lokacyjne, a nie okolicznościowe) – tajny budżet jest wymagany, a to ubezpieczenie poszło do góry, a to nagle coś się zepsuło w aucie 😉 Sposobów i technik jest multum.
  • Schowek w magazynie wysoki na pół metra z półeczkami, zamykany roletą antywłamaniową, koszt niewielki, raptem kilkadziesiąt złotych na miesiąc, jeśli mamy naprawdę małe mieszkanie.
  • Złoto i srebro zostało omówione trochę wyżej, ale trzeba mieć świadomość, że ceny kruszców są zależne od wielu czynników i trzeba wiedzieć, gdzie sprzedać w razie nagłej potrzeby odzyskania gotówki – lombardy odpadają, są dla naprawdę zdesperowanych. Musisz poszukać dealera, czy jubilera.
  • Bitcoiny oraz inne alty, wykorzystaj to jako element redundancji. Sam podczas wyprawy na sylwestra do Włoch miałem różne alty na wypadek, gdyby ktoś mnie okradł bądź bym zgubił portfel, zawsze mogłem zapłacić w bitcoinach za bilet powrotny 😉 Technologia ta podlega ogromnym wahaniom, przez co jest ryzykowna, ale kto by się spodziewał, że mamy mały majątek w telefonie? 😉

Ktoś może zarzucać mi egoizm i spłycenie relacji męsko-damskich, ale czy na pewno nie mam racji? Więc skąd taka ilość rozwodów? Kobiety niejednokrotnie mówią podczas ślubu o przyrzeczeniach, a w relacjach z kobietą nie liczą się słowa a czyny, inaczej mówiąc, skąd taka ogromna rozwiązłość wśród 40-stek? Weszła proza życia i nagle zaczęło brakować emocji, albo drobinki złota z obrączki spowodowały znaczące spowolnienie przemiany materii i żona się roztyła, a te młode łanie takie kuszące… Powody zawsze się znajdą, a miłość to haj hormonalny trwający do ok. dwóch lat, gdzie w tym czasie ma dojść do jak najszybszego zapłodnienia kobiety, a jeżeli chodzi o rozwody to one następują po kilku latach, gdzie wynika to właśnie z czystej biologii, bo wtedy osobnik młodociany jest zdolny do pobierania pokarmu z otoczenia; rodzice w tym czasie mogą poszukiwać nowych partnerów do rozpłodu i tak ta nasza natura nas urządziła, jako maszynki do przekazywania genów.

Oczywiście nie chcę nikomu obrzydzać małżeństwa, ale miejmy świadomość jak to wygląda od strony prawnej (mężczyźni są wykastrowani w polskim prawodawstwie), ale przede wszystkim od strony biologicznej i jakie są strategie przetrwania dla każdej z płci. Temat ten nie jest wyczerpany w 100% można go przecież rozszerzyć nie tylko o małżonków, ale partnerów biznesowych, czy też jeśli mieszkamy z patologicznymi rodzicami.